Jak być mamą i nie zwariować?

Stop! Nie uciekaj ;) Przeniosłam się na własną domenę. Notkę przeczytasz tutaj:


http://www.tamaratur.pl/2014/05/26/jak-byc-mama-i-nie-zwariowac/

30 przemyśleń na temat “Jak być mamą i nie zwariować?”

  1. ~Dotee pisze:

    Nawet jako kobieta bezdzietna, przysięgam, sto razy wolę dokazujące dzieci, brudne, hałaśliwe i szczęśliwe, niż właśnie takie dorosłe matki ze spiętymi pośladami, jak ta od furtki! Z cichych i posłusznych dzieci wyrastają cisi i posłuszni ludzie, którzy świata raczej nie zawojują, poza tym wszystkie niewyrażone emocje gdzieś pozostają, stąd właśnie biorą się ci spokojni i wzorowi obywatele, którzy nagle popełniają samobójstwa albo przemieniają się w psychopatów, więc niech lepiej te matki się ogarną, bo nie życzę sobie by jakiś psychol gonił mnie z siekierą:P

  2. ~Magda pisze:

    Wczoraj zostawiłam komentarz i mi go wcięło, na szczęście wreszcie udało mi się dodać Twój blog do listy czytelniczej i widzę posty na bieżąco ;)

    Do rzeczy. To, że się z Tobą zgadzam w całej rozciągłości – to nie ulega najmniejszej dyskusji. Jeśli o mnie chodzi, czasami muszę staczać krwawą wewnętrzną walkę, żeby nie podejść do jakiejś matki i jej nie przypierwiaszczyć. Nie to, że się uważam za lepszą. Nie jestem alfą i omegą. Nie chcę zbawić świata ani też wychować wszystkich dzieci na własną modę. Nic z tych rzeczy. Tylko po prostu, kiedy jestem obserwatorem sytuacji podobnej do tych, które opisałaś, patrzę na taką matkę i jakiś głos z tyłu głowy mówi mi: „adin…dwa…tri…”. Gdy to nie pomaga, odzywa się drugi głos, który jest już bardziej stanowczy. Tym razem słyszę: „idź , jebnij jej z bańki i będzie spokój” :D Bo to nie dziecko ma problem, problem ma matka. Dziecko jest dzieckiem. I naprawdę, myślę że mniej to dziecko drażni innych, niż sama mamunia, zwracająca uwagę co 3 sekundy i przy okazji zwracająca na siebie uwagę osób, które są skazane na jej towarzystwo. Jej towarzystwo, a nie tego dziecka. Ale co ja tam mogę wiedzieć :P ja wsadzam mojego syna na drzewo albo zimą zjeżdżam z nim na brzuchu sankami z najwyższej górki. Dzieciaki się wściekają w piaskownicy – czytam w spokoju książę. Póki nie wyczuwam niebezpieczeństwa – po co mam je strofować? Nie chcę mieć w domu manekinów ubranych w wykrochmalone kołnierzyki – wszystko wszystkim, ale to są dzieci. Granice – to jasne – są wyznaczone. Ale wszystko w normie i bez zbędnej przesady. To są TYLKO dzieci. I mają w sobie tyle energii, że mogłyby ją sprzedawać na wiaderka i robić na tym niezły biznes.
    Ale co ja tam wiem, skoro wykarmiłam obydwoje mm :D Na pewno wesoło pochrumkują wśród swoich utuczonych przyjaciół w błotnistym bajorku, zaniedbane i rozpuszczone jak dziadowski bicz :)

    Tak a propos Twojego wpisu, myślę że warto rzucić okiem, napisane dosadnie aczkolwiek z pewną dozą sarkazmu – na temat powszechnej przypadłości, dźwięcznie zwanej laktoterroryzmem: http://www.mama-trojki.blogspot.com/2014/05/matka-dostojna-dojna-krowa.html#more

  3. ~Tamara Tur pisze:

    Wpis z tego bloga trochę za ostry jak dla mnie, choć w pełni rozumiem co autorka chciała przekazać ;)

    1. ~t.vik pisze:

      A jak dla mnie wręcz idealny, genialny, delikatny (patrz punkt dotyczący zaangażowania ojców), świetnie wyważony, nie za długi, nie za krótki, zgadzam się ze wszystkim, we wszystkich dziesięciu punktach. Poza tym, napisany świetną polszczyzną! I ten wpis powinien się znaleźć na głównej Onetu, a nie tylko na Blogosferze. Życzyłbym sobie samych takich wpisów! ;)

      Pozdrawiam Autorkę i czytelników :)

      1. ~Tamara Tur pisze:

        Źle się wpisałam, bo chodziło mi o odpowiedź na komentarz Magdy, która podała linka do innego bloga. Tekst z tamtego bloga dla mnie trochę za ostry ;) /autorka

      2. ~Tamara Tur pisze:

        I dziękuję za miłe słowa. To bardzo mobilizujące :)

        1. ~t.vik pisze:

          Muszę przyznać, że ja się też trochę zmieszałem, kiedy zacząłem czytać resztę bloga, bo odkryłem, że treść w tych punktach to niekoniecznie Twoje słowa, prawda? Czytając treść o dziewczynce na furtce, byłem przekonany, że opowiadasz własne przeżycia (być może tak właśnie było), więc inne punkty uznałem, że są również Twojego autorstwa.
          Pochwała niech zostanie, będzie Cię zobowiązywać na przyszłość do staranniejszego rozgraniczania cytatów i własnych treści.

          1. ~Tamara Tur pisze:

            Treść jest w pełni moja jak i przeżycia. Tak jak wszystkie komentarze powyżej oznaczone nickiem Tamara Tur :) Odpowiedziałam na Twój komentarz do mojego komentarza, który odnosił się do komentarza Magdy. Powstało zamieszanie przez to, że ja autorka bloga źle umieściłam swój komentarz do Magdy ;) Dla mnie za ostry tekst jest o tej krowie dojnej zamieszczony tutaj
            http://www.mama-trojki.blogspot.com/2014/05/matka-dostojna-dojna-krowa.html#more
            A to faktycznie wyglądało jakbym skomentowała swoją notkę i nazwała ją zbyt ostrą ;)

          2. ~t.vik pisze:

            To znaczy, że cała treść i wszystkie punkty z osobna są Twojego autorstwa?
            Jeśli tak, będę Twoim wiernym czytelnikiem. Jeśli nie, to z czasem więcej czytelników się połapie i zniechęci. A pomyłkę z komentarzem zrozumiałem zaraz po napisaniu pierwszego mojego komentarza. Dzisiejszy wpis mi się podoba i chciałbym, żeby kolejne też ;)

          3. ~Tamara Tur pisze:

            Oczywiście, że tak. Jestem zdziwiona czemu można było pomyśleć inaczej. Sądziłam, ze to przez ten komentarz. Chyba muszę umieścić na blogu odpowiednią adnotację skoro może to budzić jakąś wątpliwość. Zapraszam serdecznie do czytania kolejnych notek. Myślę, że tematy związane z macierzyństwem będą się powtarzać najczęściej

          4. ~t.vik pisze:

            Masz rację, zaczęło się od komentarza, który mnie naprowadził na taką wątpliwość, później doszła różnica w czcionkach między wstępem a punktami, której nie widzę teraz patrząc na komputerze – wcześniej czytałem i komentowałem z telefonu i tam różnica jest widoczna :) dziwne. Trzecia sprawa chyba najważniejsza – z tego wpisu przebija niebywała mądrość, którą sorry, ale trudno mi przypisać tak młodej osobie. Tyle przemyśleń i trafnych uwag, a przy tym taka harmonia nie zdarza się na co dzień (wiem, bo czytam niejednego bloga).
            Rozpoczęłaś swojego bloga „z grubej rury” i oby Ci tak zostało!

          5. ~Tamara Tur pisze:

            Niestety chyba młodą osobą nie można mnie już nazwać ;) Bloga piszę w odcinkach w pracy, gdy tylko znajdę chwilę, pierwotnie w Wordzie, a ostateczne poprawki robię w edytorze bloga czy to na komputerze czy w telefonie. Ja nie widzę innych czcionek ani na telefonie ani na kompie. Tłumaczyć się w sumie nie muszę, nie wiem po co takie dochodzenie. To przecież nie jest tekst najwyższych lotów, zwykłe porady, które słyszały już ode mnie inne mamy na forum, gdzie się czasem udzielam. Chciałam napisać to w miarę obiektywnie i humorystycznie, zebrać swoje spostrzeżenia z ponad dwóch lat macierzyństwa. Wiem, że obecnie wielu ludzi nie potrafi sklecić poprawnie kilku zdań ale póki co nie dotyczy to magistrów fp, którzy dostali dyplom z wyróżnieniem. Szkolnictwo schodzi na psy, ale ja jeszcze załapałam się na te lepsze czasy :P Nie mam zamiaru się tu popisywać kunsztem literackim, bo chęć pisania czegoś nadzwyczajnego zabija natchnienie. Nie mam też aż takiej wiary w siebie. Poza tym jak próbowałam przekazać w pierwszej notce dawno niczego nie tworzyłam, a moja praca mnie ogłupiła. Blog jest więc miejscem w pierwszej kolejności dla mnie także nie zamierzam nikogo na siłę zatrzymywać czy przekonywać. Wolna droga. Nie wierzysz, że to moja próba odblokowania weny twórczej to nie czytaj. Nurtuje Cię co będzie dalej to zostań. Twoja sprawa. Ja będę pisać jak umiem i o czym będę chciała.

          6. ~t.vik pisze:

            Zostaję, bo chcę, bo mi się podoba. Nie wierzysz? Wróć do pierwszego mojego komentarza ;)
            Nie interesują mnie Twoje dyplomy, dobrze, że je masz, cieszę się z tego, ale tym, co mnie tu interesuje jest blog – tylko i wyłącznie :)
            Ok. Do następnego! :)

  4. ~parson pisze:

    Podoba mi się takie zdroworozsądkowe podejście do wychowania.
    Dodałabym tylko, że terror otoczenia zaczyna się znacznie wcześniej – jeszcze w ciąży. „A jak dacie na imię? E, to takie nowoczesne, tamto wyszło z użycia, a to mi się w ogóle źle kojarzy!”, „A dziecko jest już dobrze ustawione do porodu? JESZCZE nie?!”, „Dlaczego nie chcecie wiedzieć jaką ma płeć, w obecnych czasach tak łatwo to sprawdzić… Na pewno nie wiecie, czy tylko nie chcecie powiedzieć?”, „Ile waży dziecko? Oj, malutko, moje w tym samym tygodniu miało już znacznie więcej!”, itp., itd.
    Takie uwagi w niczym nie pomagają, a służyć mają chyba wyłącznie poprawieniu sobie samopoczucia kosztem innych…

  5. momentarylapse pisze:

    Fajny, podbudowujacy post. Na szczescie na ojca jeszcze narzekac nie musze, ale mysle ze to przyjdzie z czasem;)

  6. ~katolik pisze:

    Mamy pecha żyć w czasach, o których Pismo mówi: biada brzemiennym i karmiącym w owe dni.
    Czy wiesz w jakich czasach żyjemy?
    Mt 7:21 „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.”
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

  7. Można być mamą i można zwariować, ze szczęścia, ale też z frustracji, życie jest sinusoidalne, raz lepiej raz gorzej :) Ważne, by kochać i cieszyć się szczęściem, które mamy w sobie. Pozdrawiam!

  8. ~Katarzyna T pisze:

    Wszystko ok i zgadzam się PRAWIE ze wszystkim, ale: ten sztandarowy przykład „Franek nie siada” – otóż mój znajomy miał córkę, która właśnie nie siadała i wszyscy mu mówili (z lekarzem i neurologiem włącznie), że jeszcze czas, że może trochę jest grubiutka – okazało się, że zespół Angermana – tyle chodził do lekarzy, że w końcu to stwierdzili. Są też inne objawy ale zaczęło się od nie siadania. Podobnie u innej mojej znajomej, u której syna żaden lekarz nic nie widział – okazało się, że autyzm. Lepiej więc nie lekceważyć. Druga rzecz: ci tatusiowie. Strasznie mnie wkurzają te teorie, że matka jest matką z automatu a tatuś się musi przyzwyczaić, wejść w rolę. Znam też jedną co najmniej matkę, która to ona właśnie musiała się uczyć swej roli, dziecko odrzucała a jej mąż wręcz odwrotnie. Skoro ci tatusiowie tworzą dzieci, to niech kyrcze wiedzą co robią….I nie każdy tatuś przepada za kąpielami dziecka, uwierzcie mi…..

    1. ~Tamara Tur pisze:

      Nigdzie nie napisałam, że to co nas niepokoi należy lekceważyć. Wręcz odwrotnie, mówię by konsultować swoje wątpliwości z lekarzami. Chodzi tylko o to by nie popaść w paranoję.
      Nie piszę też w formie, która oznacza, że wszystko jest takie albo takie, białe albo czarne, że wszyscy tatusiowie tacy są, a wszystkie mamy inne. Używam raczej określeń typu „zazwyczaj”, „w większości przypadków”, „bardzo często”. W życiu są różne odcienie szarości z czego doskonale zdaję sobie sprawę i sama mogę przytoczyć kilka przykładów odstępstw od tego co napisałam :) Pozdrawiam.

  9. ~mama pisze:

    Twój komentarz oj się nie zgodzę dziecko nawet małe należy wychowywać ….. co znaczy „Zdąży jeszcze tych zachowań się nauczyć, bo też żyje w tym społeczeństwie” dziecko uczy się zasad od samego początku by potem nie było zdziwione. Dziecko od małego powinno się zachowywać poprawnie nie oznacza ze nie biegać skakać czy krzyczeć ale są takie sytuacje że tak zachowywać się nie wolno. Moje dzieciaki są żywiołowe i to bardzo ale są zasady i raczej dają rade …. To rola rodzica by dziecko było wychowane bo tu widzę tylko chowanie …. się nauczy… mamo nie tędy droga. Wiele rzeczy tu budzi moje zdziwienie ale życzę powodzenia i ponoszenia konsekwencji swojego postępowania….

    1. ~Tamara Tur pisze:

      I nawzajem :)
      Nigdzie nie napisałam, że dziecko nie powinno mieć ustalonych zasad. Zachęcam do lektury książki „Wychowanie bez nagród i kar. Rodzicielstwo bezwarunkowe” A. Kohn. Choć nie wszystkie postulaty rodzicielstwa bliskości są mi do końca zrozumiałe i nie ze wszystkimi się zgadzam to stwierdzam, że książka pozwala spojrzeć w trochę inny sposób na kwestię wychowania i odnaleźć wiele odpowiedzi.
      Pozdrawiam.

  10. ~qwerty pisze:

    Tatusiom trzeba pozwolic zajac sie dzieckiem a jak im nie wychodzi (np. nie wiedza gdzie sa pieluchy czy spiochy) podpowiedziec ale tez usunac sie z drogi, nie probowac przejac ich zmiany bo my wiemy lepiej, bo-uwaga-nie wiemy!! Mojemu mezczyznie daleko do idealu ale ojcem jest fantastycznym, od samego poczatku-pozytywnego testu, pierwszego USG-byl bardzo zaangazowany w dziecko, przecinal pepowine, on zalozyl pierwsze ubranko i pieluszke, pozniej przez jakis czas glownie ja sie zajmowalam higiena malego ale odkad zaszlam w druga ciaze to maz glownie zajmuje sie malym wieczorami, ja przygotowuje mleko, on kapie, ubiera, kladzie spac, ale to wszystko dlatego ze ja mu ufam, w koncu jest ojcem, jest tak samo wazny jak mama!! Co do porownywania dzieci czy wlasnych metod wychowawczych z innymi mamami- musimy w siebie wierzyc jako kobiety i jako matki, zadna normalna mama nie narazi swojego dziecka na niebezpiczenstwo, glod, strach czy brak milosci ale kazda z nas jest inna i nasze dzieci sa rozne dlatego rozne metody sie sprawdzaja w roznych rodzinach- i tylko zrozumienie tego pozwoli nam na nie wariowanie! Zycie jest za krotkie na porownywanie i szukanie dziury w calym, lepiej cieszyc sie kazdym dniem z dzieckiem w koncu nasze skarby rosna tak szybko!

    1. Tamara Tur pisze:

      Absolutnie się zgadzam i to też próbowałam przekazać. Częstym problemem mężczyzny na drodze do bycia tatą jest właśnie kobieta, która mu na to nie pozwala, bo albo uważa, że zrobi wszystko lepiej, albo boi się dziecko partnerowi powierzyć.
      Pozdrawiam

  11. ~Xsenia pisze:

    AD.10
    Dzieci naprawdę zbyt szybko dorastają. Dopiero co karmiłam piersią starszego a teraz kończy 1 klasę gimnazjum. Kiedy to minęło?
    I jeszcze jedna uwaga: im człowiek jest starszy, tym czas szybciej płynie. Warte zapamiętania.

  12. ~mama pisze:

    nauka zasad to nie karanie, to nie brak miłości….. mam trójkę dzieci dwóch Panów i Panią wulkany energii, szaleństwa i dziwnych pomysłów i zawsze mogę być z nich dumna …. zasady to poczucie bezpieczeństwa!!!!!!! ale czytając wywody wiem że się nie zrozumiemy…..

  13. ~Magda pisze:

    Pamiętam jak po drugim dziecku wyjście z psem zaowocowało nowymi dla mnie doświadczeniami – nowymi, aczkolwiek oczywistymi. stwierdziłam wówczas, że jakaż to jest piękna pogoda, pomimo, że na twarz padał mi śnieg, że jest cudownie, pomimo, że pies rył w śniegu jak oszalały…
    Takie chwile są na wagę złota i nikt tego nie zrozumie tylko inna matka.
    Obecnie mam troje dzieci, pracę /którą uwielbiam – też z dziećmi/, drugie studia podyplomowe i nie zamieniłabym życia, które mam na życie bez dzieci… bo jak się rano świeżo obudzonym słyszy „ko cie cie – znaczy w języku dwulatka „kocham cię”, nawet jak rozsypie kilo mąki w kuchni /wyciągając ją z szafki zamkniętej na skobelek „przeciw dzieciom”/, jak przez przypadek zapragniesz pójść do łazienki /chyba każdy musi czasem/ to i tak się o tym zapomina…
    Jednak jak dziś ze starszym synkiem /3,5 roku/ zrobili w kuchni rozgardiasz okropny w jednej chwili /starszy, gadający podpuszcza/ to niestety musieli naprawić szkodę tzn. wytrzeć podłogę, na którą rozlali wodę, itp. czyli konsekwencja adekwatna do przewinienia.
    No przecież matka też człowiek, iść do wc musi… ale po wszystkich sprzątać to chyba nie – każdy po sobie. Zobaczymy jutro, ale myślę, że już im się nie zachce brykać, szczególni starszemu, który więcej sprzątał… pozdrawiam wszystkich komentujących, a w szczególności autorkę.

    1. ~Tamara Tur pisze:

      Oczywiście to naturalna konsekwencja, a nie kara. Ludzie często nie mogą pojąć , że w rodzicielstwie bliskości nie chodzi o to, że dzieci robią co im się podoba. A to przecież nie o to chodzi. Ponoszenie konsekwencji działań uczy więcej niż jakieś wyszukane kary.

  14. ~Kasia pisze:

    Ja pamiętam jak sąsiadka z bloku powiedziała mojej siostrze czy z jej dzieckiem jest wszystko ok bo tak strasznie biega i skacze :D jak to usłyszałam to myślałam, że padnę ze śmiechu :) Kobieta po prostu myślała, że mała ma ADHD :P

  15. Witam, cieszę się niezmiernie, że chociaż z dużym poślizgiem, ale jednak – udało mi się trafić na Twojego bloga. Bardzo cenny wpis pełen mądrych uwag i zdrowego podejścia do kwestii wychowywania dzieci i w ogóle ich rozwoju. Mamą oczywiście nie jestem, ale jako tata czuję, że również powinienem zabrać głos. W naszym przypadku wyglądało to tak. Na początku wszyscy zachwycali się zarówno moją córką, jak i jej mamą. Po krótkim czasie, zachwyt przerodził się w komentarze typu: „a moja koleżanka urodziła 3 miesiące temu i nic po niej widać, no figura jak sprzed ciąży”. Iga, nasza córka tez nie okazała się idealna.. „Jeszcze nie siedzi?”, „Ale uczycie ją załatwiania się w nocniku” i milion innych porównań, jakie postępy maja inne dzieciaki.. Nasza córka wypadała zwykle „blado” .. Czasem już nie wytrzymywałem – dajcie nam święty spokój!! Na szczęście moja kobieta to bardzo mądra kobieta, uspokajała mnie i mówiła, że nie warto wojować z tymi wszystkimi ciotkami, babciami itd. A kiedy jej puszczały nerwy, ja starałem się obrócić wszystko w żart – że jak tylko Iga nauczy się stać na jednej ręce na pewno nakręcimy o tym filmik.. Teraz mamy już do tego całego „talent show” duży dystans i (tak jak piszesz) ufamy swojej intuicji. Przy okazji zapraszam do mnie http://www.simed.pl/blog/talent-show-czyli-kto-ma-zdolniejsze-dziecko/ i pozdrawiam!

    1. Tamara Tur pisze:

      Dzięki za wypowiedź i pozdrawiam również :)

Odpowiedz na „~MagdaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>